Jesień może urokliwa, ale tylko do momentu, kiedy jest piękna złota i polska. Temperatura poniżej 15 stopni, deszcz i wiatr to istne barbarzyństwo.
Najchętniej zamieniłabym się w kota na zapiecku albo zakopała pod kocem z kubkiem gorącej herbaty.
Ale nic z tego...
Przy dwójce maluchów o leżeniu w ciągu dnia mogę zdecydowanie zapomnieć (dobrze, że w nocy są bardziej humanitarne), piec kaflowy mocno uszczupliłby metraż naszego niewielkiego "em", a wszystkie koce służą w naszym domu do budowania namiotów(!). Tak tak, dobrze rozumiecie, z pasją budujemy namioty. Nie wiem czy u wszystkich trzylatków występuje ten biwakowy syndrom, ale u naszej Oli zdecydowanie tak.
W związku z tym, wspomniany namiot służy nam do wszystkiego... do zabawy w dom, do zabawy w sklep, do piknikowania, jako szpital, psia buda i stołówka. Zaskakujące ile na tak niewielkiej powierzchni można umieścić zabawek, a potem dopchnąć się tam samemu :). Ola zdecydowanie mogłaby konkurować w tej dziedzinie z niejednym człowiekiem-gumą :)
Kto by pomyślał... kilka krzeseł, koce oraz minimalny zmysł architektoniczny i super budowla gotowa.
Propozycja tej zabawy jest wybitnie ekonomiczna, bo każdy z nas posiada w domu wyżej wymienione przedmioty.
Propozycja tej zabawy jest wybitnie ekonomiczna, bo każdy z nas posiada w domu wyżej wymienione przedmioty.
Mały wysiłek, a Ola jest szczęśliwa i bawi się całymi dniami. Czasami nawet zaprasza do swojego królestwa Paulinę. A ja mam chwilkę na napisanie posta... no chyba, że jestem akurat klientką namiotowego sklepu, gościem na pikniku, pacjentem szpitala polowego albo psem :).

H. też uwielbia swoją "bazę" :) Niestety, taką z krzeseł często nam kot burzy, więc koce rozwieszamy na suszarce do ubrań ;)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia!