zdjecie 4 serc

zdjecie 4 serc

środa, 26 listopada 2014

Pluszowy miś... świętuje dziś

Powycierany, z łapką na temblaku, uśmiecha się radośnie z półki nad moją głową. Powiernik tajemnic, pocieszyciel, towarzysz podróży, mięciutki przyjaciel na dobre i na złe. Moje dziecięce życie bez niego z pewnością byłoby mniej kolorowe. O tym, że łączy nas jakaś szczególna więż, świadczy to, że wciąż jesteśmy razem :).

Pluszowy miś... bo to o nim mowa, towarzyszy mi od pierwszych dni życia.

Odkąd sięgnę pamięcią zawsze był bohaterem zabaw, wszędzie ze mną jeździł, pomagał przezwyciężyć strach albo wciągał jak gąbka moje łzy.
Poprostu był... a to w żywocie misia najważniejsze. 
Teraz siedzi na półce i z każdym moim spojrzeniem przywodzi kolorowe wspomnienia z dzieciństwa.

Z przyjemnością obserwuję jak dziewczynki nawiązują tą puchatą przyjaźń i cieszę się, że one także mają swoje ukochane maskotki. 


Pluszowe misie, w dniu Waszego święta życzę Wam miliona uścisków i życia u boku kochających Was dzieciaczków :)

*edit: Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia przypada na 25 listopada. Niestety nasz post dodał się odrobinę po północy.
Wybaczcie to małe zawirowanie z datami.

czwartek, 20 listopada 2014

Chcę być strażakiem...

Nasze córki z racji wykonywanych przez nas zajęć i pasji, ze strażą pożarną mają kontakt od urodzenia. Ola swoją pożarniczą edukację zaczęła bardzo wcześnie, a i Paulinka mimo swoich 5-ciu miesięcy w strażnicy była już kilkanaście razy.


Dlatego nie dziwi mnie, kiedy Ola na zadane pytanie o przyszłość... zdecydowanie odpowiada "strażakiem" :).


         
Nie dziwi mnie również, że każdy mały chłopiec odpowiada podobnie... bo wiecie co... strażaki to naprawdę fajne chłopaki.

Uwielbienie naszych dzieci do superbohaterów nie dziwi, bo taki to pomoże, kogoś uratuje, skacze, lata, itd. Jedyną jego wadą jest to, że nie istnieje w rzeczywistości.

A taki strażak... może i nie lata, ale za to wspina się wysoko po drabinie, zdejmie kotka z drzewa, uratuje rodzinę z płomieni. To dopiero superbohater. A w dodatku istnieje naprawdę i czuwa gdzieś obok w gotowości, aby nam było bezpiecznie.



Mówią, że aby pracować w tym zawodzie trzeba mieć ogromne pokłady empatii, bo nie każdy jest w stanie przedłożyć czyjeś życie nad swoje. Trzeba mieć odwagę, siłę i umiejętność współpracy.
Ale nikt nie mówi o wręcz genialnym podejściu strażaków do dzieci. Nie znam,ani jednego przedstawiciela tego zawodu (a znam ich całkiem sporo), który nie lubiłby dzieci. A dzieci nie da się oszukać gierkami i udawaniem, wyczuwają fałsz na kilometr.



Czasami podziwiam chłopaków, którzy przez cały dzień na festynie z uśmiechem prezentują dzieciakom swój specjalistyczny sprzęt, wpuszczają do wozu bojowego czy dzielą się umundurowaniem, a potem pełni zapału jadą do akcji. Podziwiam, kiedy przedszkolne wycieczki (nierzadko utożsamiane ze stadem szarańczy) penetrują grupowo zakamarki strażnicy zadając tysiące pytań.


Jestem dumna z tego, że moje córki wyrastają w atmosferze strażackiego ducha. Cieszę się, że Komendanci pozwalają maluchom na wstęp do strażnic. Dla wielu małych "strażaków" to spełnienie marzeń i kto wie może wstęp do przyszłej "kariery" w szeregach PSP lub OSP. Nie gaśmy tych marzeń...



Ps. Ola zakomunikowała mi dzisiaj, że zamierza zostać strażakiem-baletnicą. I jak tu nie zwariować...
... z miłości :) 
Ps2. Ciekawe co wymyśli Paulinka?

sobota, 15 listopada 2014

Wielkie słowa...mali ludzie

Niepodległość, patriotyzm, ojczyzna.
Wielkie słowa, które moim zdaniem, powinny być wpajane dzieciom od najmłodszych lat.
Odkąd pamiętam, zawsze wstawałam słysząc Mazurka Dąbrowskiego, podczas ważnych świąt wywieszałam z Rodzicami flagę i zawsze miałam szacunek do symboli narodowych. 
O tym jak ważna jest wolność naszego kraju, jak ciężko żyło się pod zaborami lub podczas wojny opowiadali mi pradziadkowie i dziadkowie. Rodzinne historie dla mnie (żyjącej w czasie pokoju) były mocno abstrakcyjne, ale niesamowicie ciekawe. Zdecydowanie bardziej niż to co czytałam w podręcznikach na lekcjach historii. 
To Rodzice, Babcie i Dziadkowie nauczyli mnie szacunku do ojczyzny i osób, które walczyły o jej niepodległość.


Teraz to na nas spoczywa obowiązek przekazania tej nauki na dalsze pokolenie.
Dla naszych córek pojęcie wolności, wojny czy zaborów, jest jeszcze za poważne. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby (szczególnie Oli) wytłumaczyć na czym polega szacunek do flagi, godła i hymnu narodowego.

Od kiedy urodziła się Aleksandra, a teraz i Paulinka, Dzień Niepodległości staramy się spędzać aktywnie. Chodzimy na spacery w miejsca związane z historią naszego kraju, na parady wojsk, na pokazy musztry, itp. 


Od kilku lat możemy liczyć na co raz to ciekawszą oprawę Święta Niepodległości. Organizatorzy najróżniejszych marszów dbają, aby były one bezpieczne i atrakcyjne także dla rodzin z dziećmi.
Tym razem wybraliśmy paradę na Krakowskim Przedmieściu.
Nie opowiadam się za żadną opcją polityczną(!). O wyborze akurat tego "marszu" zaważyła chęć pokazania dzieciom jak wyglądają poszczególne wojska, Prezydent, Premier i najważniejsze osoby w Państwie. To czy ich popieramy czy nie, nie ma tu znaczenia. Takim osobom (niezależnie od opcji politycznej) należy się szacunek i tego wymagam od moich dzieci.


Jest mi wstyd za tych pseudo patriotów, którzy z obchodów tak ważnego dla Polaków Święta zrobili sobie kolejną regularną ustawkę. 
Mam nadzieję, że moje dzieci, nawet jeśli będą miały poglądy skrajnie odmienne od opcji rządzącej, będą wyrażały je w sposób kulturalny i pozbawiony agresji.
Wiem, że do tego czasu upłynie jeszcze co najmniej kilkanaście lat, ale czym skorupka za młodu nasiąknie...



Ze swojej strony zrobię wszystko, aby dziewczynki były dumnymi ze swojego pochodzenia Polkami, potrafiącymi szanować swój kraj i jego historię.


wtorek, 11 listopada 2014

Warsztaty tworzenia zabawek...

Kredki, klej, kolorowe papiery, rolki, sznurek, tekturowe pudełka i nasza fantazja = księżniczki, smoki, pająki, kucharze, wróżki i świetna zabawa.


Kolejne spotkanie z Ekipą "Przystanku Twórczość" przeniosło nas w bajkową krainę. Udowodniło, że aby się dobrze bawić, nie trzeba zostawiać majątku w hipermarkecie. Wystarczy kilka przedmiotów, które mamy w domu i super zabawa gotowa.


O tym, jak fajnie jest spędzać czas z własnym dzieckiem (w moim przypadku  z dwójką), nie muszę chyba pisać?! Każda chwila poświęcona naszej latorośli  procentuje.
A jeśli ten czas to kreowanie nowych bajkowych scenariuszy, obustronna inspiracja i współpraca... czego chcieć więcej.
Fantazja Oli nie zna granic, gorzej z moimi umiejętnościami manualnymi, ale wspólnymi siłami dałyśmy radę. Małe rączki, mimo iż jeszcze niewyćwiczone radziły sobie lepiej z klejeniem niż moje po tylu latach edukacji :).
Ale co tam zdolności plastyczne... liczy się świetna zabawa i wyobraźnia, a tej nam nie zabrakło. 


"Twórcze" spotkanie trwało 1,5h, ale nas oczywiście tak poniosło, że zamek i jego mieszkańców upiększałyśmy do późnego wieczora. Muszę przyznać, że po ciężkim dniu, chętnie przeniosłam się w tą bajkową krainę i wcale nie chciało mi się wracać do rzeczywistości. Gdyby nie głód (ahh, jakie to przyziemne), który dał o sobie znać, dalej byłabym smokiem.


Warsztaty z tworzenia zabawek pozwalają mi na wiele przedmiotów spojrzeć innym okiem, to co pewnie dawno wylądowałoby w koszu zyskuje nowe życie. Cieszą się zwierzątka, szeroko pojęta zielenina i ja, bo mam chociaż odrobinę poczucia ekologicznego podejścia do surowców wtórnych.
Po za tym nie od dziś wiadomo, że jestem dzieciakiem uwięzionym w ciele trzydziestoparolatki, więc każda okazja do zabawy cieszy podwójnie.
Dzięki Przystanku, że te większe dzieci mogą u Was czerpać tyle inspiracji.


Przepraszam Kochani... dziewczynki wołają...
Zapraszamy do naszego królestwa...

piątek, 7 listopada 2014

Ściana...

Może to...
Nie, jednak to... 
Ale to podobne do tamtego...
A na tym mam głupią minę...

Wprowadzanie tego pomysłu w życie trwało niezwykle długo. Oczywiście nie dlatego, że wykonanie wymagało czasu, tylko dlatego, że ciężko mi było zebrać się do działania. 
O ścianie z naszymi rodzinnymi zdjęciami marzyłam od dawna. Skrupulatnie nabywałam ramki, wybrałam miejsce gdzie zawisną i ... utknęłam na wyborze fotek. 
W dobie cyfrówek, kiedy zdjęcia cykamy bez opamiętania, wybranie kilku z pośród tysiąca, to nie lada wyzwanie. 
W końcu się udało.
Po długim okresie dumania MAM... :)


Uważam, że zdjęcia domowników fajnie personalizują wnętrze, a nasze w tym względzie było dość surowe. Wybór padł na fotki w kolorze. Czarno-białe zdjęcia są piękne, ale ta "ściana" miała rozweselić nasz monochromatyczny pokój. Mam nadzieję, że udało się uzyskać ten efekt?!

Nasza fotościanka będzie się sukcesywnie powiększać, ponieważ w szafce czeka jeszcze kilka ramek, a na komputerze kolejna porcja zdjęć :).

No cóż, następny proces decyzyjny przede mną. Ciekawe ile potrwa tym razem ;P.

wtorek, 4 listopada 2014

Halloween

Nie jestem specjalnie zagorzałym przeciwnikiem ani zwolennikiem obchodzenia Halloween.
Uważam, że każda okazja na spotkanie ze znajomymi jest dobra, a jeśli data pokrywa się ze "świętem duchów" pozwala to na jeszcze większą kreatywność w przygotowaniu przyjęcia.
Tym razem goście przybyli z dzieciakami, więc dobór potraw był też planowany pod ich kontem.
Muszę się przyznać, że w kuchni jestem totalnym beztalenciem. Moje zdolności kulinarne ograniczają się do podgrzania wody na herbatę, kotleta i jajecznicy, więc przekąski nie mogły być zbyt skomplikowane w przygotowaniu.
Inspiracje zaczerpnęłam z internetu, natomiast dobór składników i wykonanie to już własna inwencja twórcza.

W związku z tym na stole zagościły: tosty pajęczynki, parówki mumie, banany duszki, mandarynki dynie i lizaki duchy.

Do tej pory nikt z gości nie zgłosił żadnego "potwornego" zatrucia, więc jestem mocno podbudowana jeśli chodzi o moje pichcenie i włączę to halloween'owe menu do listy imprezowych potraw :)





A żeby nadać spotkaniu straszniejszego charakteru i zająć czymś Olę, otworzyłyśmy produkcję nietoperzy i duchów.









niedziela, 2 listopada 2014

Rydwany Ognia

Zeszły weekend zapowiadał się nieciekawie. Pogoda nie nastrajała do długich spacerów. Radek w pracy, a my nie miałyśmy konkretnych planów.
Pomysł na fajne spędzenie popołudnia pojawił się po telefonie Radzia, który poinformował nas o imprezie o rozgrzewającym tytule "Rydwany Ognia 2014".
Nie myśląc długo, zapakowałam dziewczynki do samochodu i wyruszyłyśmy się bawić na teren OSiRu na Ochocie.


Strażacy jak zwykle nie zawiedli.
Oprócz możliwości obejrzenia wozów bojowych, dzieciaki mogły sprawdzić swoją sprawność podczas pokonywania torów przeszkód, wspinaczki na ściance, pokonać strach w komorze dymowej, a do tego wygrać ciekawe nagrody. 
Nie zabrakło również atrakcji dla starszych. Uczestnicy imprezy uczyli się bowiem jak prawidłowo używać gaśnic oraz jak zachować się w zadymieniu.  






Paulinka... no cóż... obserwowała wszystko uważnie z pozycji leżącej :), natomiast Ola bawiła się wyśmienicie. 
Najbardziej do gustu przypadła jej ścianka wspinaczkowa i związane z nią zjeżdżanie na linie oraz możliwość "wypsikania" gaśnic:).



Organizatorzy nie pozwolili dzieciakom się nudzić. Impreza nas nie zawiodła.
Mimo zmarznięcia, do domu wróciłyśmy pełne ognistych wrażeń.