zdjecie 4 serc

zdjecie 4 serc

piątek, 31 października 2014

Nasza Ola Przedszkolaczek...

Ale jestem dumna z naszej starszej Córki!

Pierwszy uśmiech, pierwszy ząb, pierwsze kroki, pierwsze słowa...wszystkie te pierwsze razy były czymś niezwykłym. Jednak wczorajszy pierwszy raz rozłożył mnie na łopatki. 

Otóż wczoraj popołudniu Ola wstąpiła oficjalnie w poczet przedszkolaków. 
Dzieciaki zrobiły nam mega niespodziankę, którą był (wcale nie taki krótki) występ. 
Jak tylko weszły wywołały salwę oklasków, bo poprzebierane były w stroje krasnoludków.
Ja oczywiście nie wytrzymałam ze wzruszenia i ukradkiem ocierałam łzy, ale jak zaczęły śpiewać i tańczyć rozryczałam się jak bóbr. 
Tak, tak... należę do tych osób, które wzrusza reklama w telewizji albo ranny robaczek.
Jednak ten płacz był z radości, pierwszy raz zdarzyło mi się płakać z dumy. 
Niezwykłe uczucie.


Można być dumnym z siebie, z Męża, ale to nic w porównaniu do dumy z własnego dziecka.
Do tej pory nie mogę uwierzyć, że Ola nauczyła się na pamięć tylu piosenek, wierszyków i tańca. 
Widownia była duża, a ona zero tremy.
Wyśpiewywała te wszystkie przedszkolakowe piosenki, przyprawiając mnie o co raz bardziej spływający makijaż. 
Radek także pękał z dumy. Może nie rozkleił się jak ja, ale widziałam po minie, że jest bardzo przejęty.

Dla takich chwil warto znosić te wszystkie fochy, piski, trudy dnia codziennego.
Córeczko...nasz dzielny Przedszkolaku...dziękujemy !!!

czwartek, 30 października 2014

Pierwszy raz...

W życiu Paulinki dużo teraz "pierwszych razów". Jednak ten ma dla mnie szczególne znaczenie, bowiem wczoraj po raz pierwszy z maleńkich usteczek Paulinki usłyszałam słowo "MAMA".


Kocham, kocham, kocham!!!

środa, 29 października 2014

Mali naukowcy...

Eksperymenty...brzmi groźnie.

Ale...
Czy próbowaliście kiedykolwiek zbudować wieżę z makaronu i posadzić na jej szczycie piankowego smerfa?


To już wygląda mniej poważnie, a zabawa przy tym rewelacyjna.

W taki oto niekonwencjonalny sposób rozpoczął się wykład "Jak odkrywać z dzieckiem świat nauki?"

O tym, że moja starsza córka garnie się do odkrywania nowych rzeczy, nikt nie musi mnie przekonywać. 
Na dzisiejszym spotkaniu nauczyłam się, że nie należy jej w tym przeszkadzać. Dowiedziałam się jak zorganizować warunki do eksperymentowania.
Co może być świetnym tematem naszych odkryć. Jak rozmawiać o zagadnieniach i pojęciach, których poznawanie zaowocuje w czasie późniejszej edukacji w szkole. Gdzie szukać inspiracji do kolejnych doświadczeń. 

Największym wrogiem w procesie poznawczym są schematy, a chodzi o to, aby odkrywanie świata było dla naszych dzieci świetną zabawą.
Dlatego jutro po przedszkolu spróbujemy utopić mandarynkę, dosypać sody do octu i wznieść smerfa na wyżyny :).


Do tej pory nie byłam świadoma, że mózg takiego małego człowieka, chłonie wiedzę jak gąbka. To jakie informacje i bodźce dostanie teraz, zaprocentuje w przyszłości. 

Nigdy nie starałam się hamować mojego dziecka w kwestii doświadczeń. Uważam, że jeśli samo czegoś nie spróbuje, to nie będzie znało konsekwencji różnych rzeczy (oczywiście wszystko w granicach bezpieczeństwa).
Nie sądziłam jednak, że to poznawanie odgrywa aż tak ważną rolę. 
Od dzisiaj nie będę zrzędzić, kiedy dziewczynki coś rozleją, wysypią, wpadną do kałuży czy niemiłosiernie się ubrudzą. Jeśli ma to zaprocentować w późniejszym wieku, będę je wspierać i pilnować aby było bezpiecznie.

Muszę przyznać, że wykład pomógł mi spojrzeć na moje dzieci jak na małych naukowców i zainspirował mnie do wspólnego odkrywania świata nauki. 

Dzięki Ekipo "Twórczych Dzieciaków" to był naprawdę ciekawie spędzony wieczór.

niedziela, 26 października 2014

Szpilki w piaskownicy

I nie chodzi tu o atrybut każdej krawcowej, tylko niebotycznie wysokie damskie obuwie.

Pewnie większość eleganckich kobiet oraz niejaki Pan Louboutin, najchętniej by mnie zlinczowali za ten post, ale ja swoje zdanie i tak zamierzam wyrazić.
Zdaje sobie sprawę, że wysokie szpilki i czerwona pomadka dodają kobiecie 100% seksapilu, ale czy musimy być seksowne za wszelką cenę? O ile szminka nie ogranicza naszej zwinności, tak buty na wysokim obcasie już tak.

Szaleństwa naszych dzieci na placach zabaw czasami wymykają się z pod kontroli i przeciętny kilkulatek potrafi wleźć w miejsca potencjalnie niebezpieczne. W takiej sytuacji niezbędna jest potrzeba szybkiej reakcji, a w szpilkach może i łatwo o kocie ruchy, ale o kocią zwinność już trochę gorzej. Dlatego kiedy widzę mamę na obcasie, która spogląda zniesmaczona na moje sportowe obuwie, zupełnie się tym nie przejmuję, bo wiem, że przynajmniej ja biegnąc na odsiecz mojej latorośli, w piasku się nie zakopię.

Na Boga... piaskownica to nie czerwony dywan, ani deptak w nadmorskim kurorcie. To miejsce zabaw naszych milusińskich. Odnoszę jednak wrażenie, że są Mamy, które ponad bezpieczeństwo własnych dzieci przedkładają wygląd.
Uważam również, że w fajnie dobranym sportowym obuwiu można wyglądać równie stylowo, jak w szpilkach. O klasie i stylu nie decydują wysokie buty, a umiejętność dobrania stroju do okazji.


* wpis powstał spontanicznie po upadku małego chłopca ze zjeżdżalni... Chyba nie muszę pisać co na stopach miała jego Mama i ile trwało przebycie drogi z ławki do dziecka :/. Niestety nie dobiegła. Mały skończył tylko z rozbitą brodą, ale mogło być znacznie gorzej.
* jest też odpowiedzią na zarzut, że sportowe obuwie jest niekobiece. 
Ja czuje się kobieco niezależnie od tego co mam na sobie, bo to nie strój robi z nas seksbombę :). 

czwartek, 23 października 2014

W czasie deszczu dzieci się nudzą... cz.1

Jak ja nie cierpię takiej pogody.
Jesień może urokliwa, ale tylko do momentu, kiedy jest piękna złota i polska. Temperatura poniżej 15 stopni, deszcz i wiatr to istne barbarzyństwo.
Najchętniej zamieniłabym się w kota na zapiecku albo zakopała pod kocem z kubkiem gorącej herbaty.

Ale nic z tego...
Przy dwójce maluchów o leżeniu w ciągu dnia mogę zdecydowanie zapomnieć (dobrze, że w nocy są bardziej humanitarne), piec kaflowy mocno uszczupliłby metraż naszego niewielkiego "em", a wszystkie koce służą w naszym domu do budowania namiotów(!). Tak tak, dobrze rozumiecie, z pasją budujemy namioty. Nie wiem czy u wszystkich trzylatków występuje ten biwakowy syndrom, ale u naszej Oli zdecydowanie tak.

W związku z tym, wspomniany namiot służy nam do wszystkiego... do zabawy w dom, do zabawy w sklep, do piknikowania, jako szpital, psia buda i stołówka. Zaskakujące ile na tak niewielkiej powierzchni można umieścić zabawek, a potem dopchnąć się tam samemu :). Ola zdecydowanie mogłaby konkurować w tej dziedzinie z niejednym człowiekiem-gumą :)

Kto by pomyślał... kilka krzeseł, koce oraz minimalny zmysł architektoniczny i super budowla gotowa.
Propozycja tej zabawy  jest wybitnie ekonomiczna, bo każdy z nas posiada w domu wyżej wymienione przedmioty.

Mały wysiłek, a Ola jest szczęśliwa i bawi się całymi dniami. Czasami nawet zaprasza do swojego królestwa Paulinę. A ja mam chwilkę na napisanie posta... no chyba, że jestem akurat klientką namiotowego sklepu, gościem na pikniku, pacjentem szpitala polowego albo psem :).


wtorek, 21 października 2014

Urodziny Kinder Niespodzianki



Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się o możliwości zarezerwowania wejściówek na Urodziny Kinder Niespodzianki. Nie mogliśmy z tej okazji nie skorzystać, ponieważ Ola jest wielką wielbicielką czekoladowego jaja z zabawką w środku.
Tym sposobem w minioną niedzielę trafiliśmy we czwórkę na Stadion Narodowy świętować Urodziny.


Impreza przez wielu skrytykowana, nam się podobała.

Spodziewaliśmy się sporych problemów z wejściem, bo zainteresowanie wydarzeniem było ogromne. Przy bramkach spotkała nas miła niespodzianka i weszliśmy punktualnie.
Pierwsze wrażenie ...łał... jak kolorowo, radośnie i głośno czyli tak jak powinno być na urodzinach.
Rozdawane przy wejściu czapeczki i korony pomogły nam wczuć się w "imprezowy" nastrój.
Ola obserwowała wszystko z ogromnym podekscytowaniem. Paulince też się chyba podobało, wymachiwała energicznie nóżkami i rączkami, domagając się pionowej pozycji, bo wiadomo, że w pionie więcej widać :).

Mimo ogromnych kolejek, w których trzeba było stać czasami nawet około godziny, udało nam się odwiedzić większość atrakcji. Ogonki wzięliśmy sposobem. Doświadczenie z lat młodzieńczych, kiedy wystawało się w kilometrowych kolejkach po papier toaletowy, zaowocowało tym, że zajmowaliśmy miejsce przy kilku stanowiskach równocześnie. Dzięki temu, że byliśmy razem ze znajomymi, każde z nas stało gdzie indziej, a dzieciaki przemieszczały się między atrakcjami dość płynnie.



Kolorowe karuzele, dmuchane zjeżdżalnie, piłeczki, pociąg, samochodziki, ogromne bańki mydlane, przechadzający się między dzieciaczkami szczudlarze i ogromne jaja - to to co tygrysy lubią najbardziej. Impreza prowadzona "z jajem" przez całkiem przystojnego Pana (Mężu nie czytaj :)), miała fajne energiczne tempo. 
Nie obyło się bez dostosowanych do wieku dzieci konkursów. W jednym z nich Ola wygrała zegarek.

Wszystko przeplatane koncertami Majki Jeżowskiej, czarami Macieja Pola oraz występami roztańczonych i rozśpiewanych dzieci. Swoją drogą Pani Majka daje radę. Pamiętam jak bawiłam się na jej koncertach będąc w wieku mojej starszej córki. Ja sporo podrosłam, a Majka Jeżowska cały czas taka sama :).

Dzięki temu, że mieliśmy bilety na godzinę 16-tą, udało nam się załapać na wielki finał. Specjalnie na tą okazję napisana piosenka i tysiące balonów spadających z osławionego dachu stadionu, wywołały u Oli i Krystiana okrzyki zachwytu.


Ale żeby nie było tak całkiem słodko...kilku rzeczy nam zabrakło.

Przede wszystkim mniejszych wersji Jubilata czyli prawdziwych jajek z niespodzianką.
Po drugie, jakiegoś spektakularnego wydarzenia związanego z wielkim tortem stojącym na środku płyty stadionu.
No i bezpłatnego parkingu, bo jak się kogoś zaprasza na Urodziny, to trudno wymagać od niego dodatkowych (niemałych jak za parkowanie) opłat.

Podsumowując... naszym dzieciom się podobało, a to miała być przede wszystkim przyjemność dla nich.
Po wyjściu ze stadionu były szczęśliwe i pełne wrażeń. Ola już zaplanowała 41.Urodziny Kinder Niespodzianki :)
Myślę, że ich uśmiechy powinny być najlepszą recenzją dla organizatorów Imprezy.


Dziękujemy za zaproszenie Kinder Niespodzianko !!!

poniedziałek, 20 października 2014

To my...

Witajcie na blogu Cztery Serducha...
Naszą zwariowaną Rodzinkę tworzą cztery osoby, mama, tata i dwie córeczki. Ola ma obecnie 3,5 roku, a Paulinka 5 miesięcy. Starsza dzielnie poznaje życie przedszkolaka, a młodsza póki co po prostu poznaje świat :).


Ten blog, to miejsce w którym chcemy zatrzymać wspomnienia, pokazać jak można fajnie spędzać czas z dzieckiem, relacjonować ciekawe wydarzenia, testować różne produkty dla małych i trochę większych, przyglądać się nowym osiągnięciom naszych dzieci.
Nie zabraknie również elementów dotyczących mody i wyposażenia wnętrz.

Myślę, że każdy Rodzic (i nie tylko) znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.