Jakiś czas temu dowiedzieliśmy się o możliwości zarezerwowania wejściówek na Urodziny Kinder Niespodzianki. Nie mogliśmy z tej okazji nie skorzystać, ponieważ Ola jest wielką wielbicielką czekoladowego jaja z zabawką w środku.
Tym sposobem w minioną niedzielę trafiliśmy we czwórkę na Stadion Narodowy świętować Urodziny.
Impreza przez wielu skrytykowana, nam się podobała.
Spodziewaliśmy się sporych problemów z wejściem, bo zainteresowanie wydarzeniem było ogromne. Przy bramkach spotkała nas miła niespodzianka i weszliśmy punktualnie.
Pierwsze wrażenie ...łał... jak kolorowo, radośnie i głośno czyli tak jak powinno być na urodzinach.
Rozdawane przy wejściu czapeczki i korony pomogły nam wczuć się w "imprezowy" nastrój.
Ola obserwowała wszystko z ogromnym podekscytowaniem. Paulince też się chyba podobało, wymachiwała energicznie nóżkami i rączkami, domagając się pionowej pozycji, bo wiadomo, że w pionie więcej widać :).
Mimo ogromnych kolejek, w których trzeba było stać czasami nawet około godziny, udało nam się odwiedzić większość atrakcji. Ogonki wzięliśmy sposobem. Doświadczenie z lat młodzieńczych, kiedy wystawało się w kilometrowych kolejkach po papier toaletowy, zaowocowało tym, że zajmowaliśmy miejsce przy kilku stanowiskach równocześnie. Dzięki temu, że byliśmy razem ze znajomymi, każde z nas stało gdzie indziej, a dzieciaki przemieszczały się między atrakcjami dość płynnie.
Kolorowe karuzele, dmuchane zjeżdżalnie, piłeczki, pociąg, samochodziki, ogromne bańki mydlane, przechadzający się między dzieciaczkami szczudlarze i ogromne jaja - to to co tygrysy lubią najbardziej. Impreza prowadzona "z jajem" przez całkiem przystojnego Pana (Mężu nie czytaj :)), miała fajne energiczne tempo.
Nie obyło się bez dostosowanych do wieku dzieci konkursów. W jednym z nich Ola wygrała zegarek.
Wszystko przeplatane koncertami Majki Jeżowskiej, czarami Macieja Pola oraz występami roztańczonych i rozśpiewanych dzieci. Swoją drogą Pani Majka daje radę. Pamiętam jak bawiłam się na jej koncertach będąc w wieku mojej starszej córki. Ja sporo podrosłam, a Majka Jeżowska cały czas taka sama :).
Dzięki temu, że mieliśmy bilety na godzinę 16-tą, udało nam się załapać na wielki finał. Specjalnie na tą okazję napisana piosenka i tysiące balonów spadających z osławionego dachu stadionu, wywołały u Oli i Krystiana okrzyki zachwytu.
Ale żeby nie było tak całkiem słodko...kilku rzeczy nam zabrakło.
Przede wszystkim mniejszych wersji Jubilata czyli prawdziwych jajek z niespodzianką.
Po drugie, jakiegoś spektakularnego wydarzenia związanego z wielkim tortem stojącym na środku płyty stadionu.
No i bezpłatnego parkingu, bo jak się kogoś zaprasza na Urodziny, to trudno wymagać od niego dodatkowych (niemałych jak za parkowanie) opłat.
Podsumowując... naszym dzieciom się podobało, a to miała być przede wszystkim przyjemność dla nich.
Po wyjściu ze stadionu były szczęśliwe i pełne wrażeń. Ola już zaplanowała 41.Urodziny Kinder Niespodzianki :)
Myślę, że ich uśmiechy powinny być najlepszą recenzją dla organizatorów Imprezy.
Dziękujemy za zaproszenie Kinder Niespodzianko !!!